W ciągu ostatnich dni wśród włosomaniaczek panuje mania na laminowanie włosów,uwielbiana przeze mnie ANWEN także missfashionistka polecają tą metodę dla tych osób które chcą mieć błyszczące , wygładzone włosy.Jako ,że uwielbiam takie nowości spróbowałam i ja tej metody, wręcz nie mogłam się doczekać piątku kiedy na spokojnie z turbanem na głowie będę mogła czekać na efekty.
Sposób jest prosty:
rozpuszczamy łyżkę żelatyny w 3 łyżkach gorącej wody, dokładnie rozpuszczamy, nie mogą powstać żadne grudki. Kiedy żelatyna sobie stygnie myjemy włosy, nakładamy ulubioną odżywkę spłukujemy.Kiedy żelatyna jest już chłodna mieszamy z odżywką do włosów, dodajemy jej niewiele, wystarczy pół łyżki, chodzi o to ,żeby nie nakładać samej żelatyny na włosy bo będzie trudno to rozprowadzić. Zawijamy w czepek i w ręcznik trzymamy na głowie 45 min, po czym dokładnie spłukujemy najlepiej chłodną wodą-musimy uważać ,żeby nie zostawić na włosach żadnej niespodzianki.Co nam da taka kuracja?Włosy są bardziej lśniące, sprężyste gładkie, bardziej dociążone a przez to bardziej wyprostowane, nie potrzebujemy już prostownicy.Ponoć zamykają na dość długo łuski włosa,słyszałam też opinię,że pozwalają dzięki temu na dłużej zachować kolor na włosach Według mojej subiektywnej oceny włosy naprawdę bardziej lśnią, są takie mięsiste, sypią się. Efekt utrzymuje się ponoć do 3-5 tygodni, trzeba pamiętać żeby stosować lekkie szampony i unikać tych peelingujących.
Całe życie Agnieszki
piątek, 10 sierpnia 2012
czwartek, 2 sierpnia 2012
Zycie perfumoholiczki
Zastanawiałyście się kiedyś jakie nudne życie byłoby bez perfum?? Wiem,że to banał nad banałami, ale ja nie potrafię żyć już bez niuchania, wwąchiwania, rozbierania zapachów. A czy ktoś próbował podliczyć te swoje małe cuda??Ja ostatnio weszłam w jakąś zakładkę na e-glamour i oczom moim ukazała się kwota prawie 5.000,00 -to na zakupy tylko na tej perfumerii, w ciągu 2-3 lat...co ja bym mogła za to mieć!! A gdzie perfumerie stacjonarne, gazetowe itp...Nic na to nie poradzę ,że mój nos staję się wybredny ale i podstępny-im bardziej mi się zapach podoba tym jest droższy. Nie potrafię pachnieć cały czas jednym zapachem, perfumy zmieniam zgodnie z nastrojem, nie rozróżniam je na te dzienne, wieczorne...Używam tych killerowatych, może też dlatego,że mam suchą skórę i zapachy na mnie nie trzymają się długo. Kocham nad zycie Aliena Muglera, Hypnotic Poison Diora, Angela Muglera a także jego przecudny ogródek różany, Flowerbomb rose , Perły Lalique i moja ostatnia miłość Gaiac...jest tego na półce ponad 30 butelek a ile już przerobionych...a ile flaszek jeszcze przede mną...
środa, 1 sierpnia 2012
Jako ,że od pewnego czasu należę do włosomaniaczek a stwierdziłam,że moja półka z kosmetykami do włosów staje się niebezpiecznie pusta udałam się dzisiaj do drogerii. Zrobiłam zakupy, zapłaciłam, zadowolona wróciłam do domu. Przy popołudniowej kawce natrafiłam na bloga jednej z was i przeczytałam o akcji "przeżyj za 50 zł" czy jakoś tak-chodzi o to,żeby wydać w miesiącu na kosmetyki 50 zł...jako to?? Dzisiaj jest 1, ja wydałam 68 zł i co to już koniec?To już 18 zł na następny miesiąc mi przechodzi??
Zastanawiałyście się kiedyś ile wydajecie na kosmetyki??Bo ja nie, wiem,że sporo na nie wydaje ale zawsze myślałam,że tak potrafię to wypośrodkować, że jestem wśród wielu. Owszem moje konto świeci pustkami przez ostatnie szaleństwa perfumowe( bez bicia przyznaje się Eudemoiselle, flowerbomb różaną no i największe szaleństwo w moim życiu- Gaiac ale kocham go miłością bezgraniczną) ale przecież zarabiam na siebie tak?? Tylko ,że zamiast tych szaleństw mogłabym sobie kupić fajny fotel do pokoju...a tak mam 30 flaszkę do kolekcji i siedzę na starej pufie...czy istnieje na to jakieś lekarstwo, na odkochanie się od perfum?od kosmetyków??
kwas mlekowy-dlaczego jako pierwszy?
Jako ,że mamy lato i odsłaniamy nasze stopy chcemy żeby były gładkie. Stosujemy peelingi, tarki, pumeksy, kremy w nadziei,że kiedyś nasze stopy będą przypominały przysłowiową pupcię niemowlaczka. Ja przez kilka lat nie doczekałam się jednak tego efektu a stosowałam już chyba wszystkie możliwe sposoby:) Aż w końcu pod wpływem przyjaciółki z wizażu( jedyne słuszne źródło informacji :)) odkryłam KWAS MLEKOWY.Tak bardzo żałuje,że nikt wcześniej mi o nim nie wspomniał, Dziewczyny stosują kwas mlekowy na twarz(oczywiście nie 80%) ale to co robi ze stopami to po prostu cudo. Na początku bałam się go użyć w tak dużym stężeniu, bo jednak kwas to kwas-tak myślałam, używałam go na mokry płatek kosmetyczny aż w końcu zdecydowałam się go użyć bezpośrednio na stopy, również za pomocą płatka tyle,że suchego. Rozsmarowałam na całej stopie, po 5 minutach użyłam tarki do stóp i zaczęłam ścierać martwy naskórek, który odchodził rewelacyjnie od stóp.Widać ile tego martwego naskórka gromadzi nam się na stopach, normalnie roluje się ten martwy naskórek pod wpływem tarcia.R e w e l a cja !!Oczywiście po takiej kuracji nałożyłam krem nawilżający na stopy a na drugi dzień powtórzyłam zabieg i ten sam efekt:) Mój mąż jako ta osoba, która ma za zadaniem wymasować mi stopy po ciężkim dniu(wiedziałam za kogo wychodzę) sam zauważył różnicę, teraz to masaż stóp jest dla niego przyjemnością. Ja używam kwasu mlekowego z Mazideł, link znajdziecie TU
Czekam na info czy i wam pomógł ten kwas:)
Zaczynam pisać bloga...mhyyy, tylko od czego by tu zacząć?Może standardowo-cześć, mam na imię Agnieszka i jestem nałogową zakupo-kosmetykoholiczką, 30-letnią żoną, jeszcze nie matko Hashimotką:)
Mój blog w zamyśle będzie przede wszystkim o kosmetykach, o zmaganiach z Hashimoto ale także o kuchni, życiu, naszych milusich psach...Zapraszam więc do lektury
Mój blog w zamyśle będzie przede wszystkim o kosmetykach, o zmaganiach z Hashimoto ale także o kuchni, życiu, naszych milusich psach...Zapraszam więc do lektury
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)